niedziela, 16 marca 2014

ROZDZIAŁ 1



„Nowy początek”

Dogi pamiętniku.
Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę? Czy zawsze wszystko musi się pieprzyć?! Kurwa ciągle zastanawiam się nad tym, ale  jak zawsze nic nie jest proste. NIC! Próbowałam żyć jak normalna nastolatka…Chciałam być normalna, ale nie jestem! Zawsze będę dziewczyną z bidula, która jest na marginesie społecznym!

Tyle razy byłam raniona…tyle razy świat pokazał mi, że nic nie jestem warta.
A ja co? Dalej żyję. Żyję bo chcę pokazać tym wszystkim ludziom na całym świecie, że ja też MOGĘ!!!  Mam jedno słowo dla tych, którzy mnie lekceważą i mają za straconą dziewczynę, której nie da się pomóc. PIEPRZCIE SIĘ!!!

„Za to siebie cenię, że w największej kurwa gnojówce życia, na dnie dna ciągle potrafię emanować poczuciem humoru.”

***

Dziś nadszedł czas mojego pakowania się. W bidulu spędziłam 17 długich lat, które były ciężkim okresem w moim życiu z którym często sobie nie radziłam. Patrząc teraz na te puste ściany, puste półki nad moim łóżkiem. Kraje mi się serce, czuję ogarniający mnie smutek i złość. To uczucie sprawia, że do moich oczu zbierają się łzy. GIN bądź SILNA! Cały czas powtarzam to jedno zdanie w głowie. Tak dużo spędziłam czasu w miejscu, którym nazywałam domem, przynajmniej tak mówiłam i sama siebie oszukiwałam, ponieważ dom tworzą kochający się ludzie. Rodzina...mama...tato. Taki przywilej jak "rodzina" nie było mi dane. Nienawidziłam kobiety, która dała mi życie. Mimo iż jest mi smutno z powodu wyjazdu to jestem też tak cholernie wściekła. Czy nowy dom musi być aż w Londynie?! Dom dziecka znajduje się w Holmes Chapel, 242 kilometry od Londynu. Dlaczego czeka mnie tyle wyrzeczeń! Muszę zostawić tu wszystkich moich przyjaciół. Nie wiem gdzie podzieje się w Londynie. Tu miałam swoje ulubione miejsce. Stacja kolejowa to prawie mój drugi dom. Przychodziłam tam gdy było mi źle. Po raz pierwszy przyszłam tu po zerwaniu z moim pierwszym chłopakiem . Oh .. Teraz jak tak myślę to byłam strasznie głupia. Było to miejsce spotkań z przyjaciółmi.  Tak dużo zmian zaszło w tak krótkim czasie. Nie chcę się żegnać! Nie chcę zostawiać tych wszystkich ludzi, których uważałam za "rodzinę". Czeka mnie nowe życie i wiem, że skończy się to tak jak zawsze, ale zobaczymy. Nie zmienię się!  
Myśląc tak teraz o tych wszystkich wspomnieniach. Powróciły do mnie moje wszystkie pierwsze razy. Pierwsze zetknięcie z papierosami, pierwszy kontakt z alkoholem, narkotykami . Ten pierwszy raz kiedy kochałam się z chłopakiem, którego jak myślałam w tamtym czasie kochałam. Na samą myśl zaciskają mi się mięśnie podbrzusza. Zamykam oczy wspominając to doświadczenie, które uczyniło mnie kobietą. Przypomniałam sobie jego dotyk, cichy oddech i słodkie pocałunki na moim ciele. Wzięłam głęboki wdech, kiedy przypomniał mi się ból, który poczułam. Ta faza wstępna kiedy mnie pieścił. Był to mój pierwszy raz, a już wszystko wiedziałam co mam robić. 
- Gotowa? – pytam mnie wychowawczyni domu dziecka. Nawet nie wiedziałam kiedy weszła. Wstałam z łóżka i podeszłam do swoich bagaży. 
- Nie – patrze na starszą kobietę w skromnej sukience. Do moich oczu napłynęły łzy, jednak nie chciałam okazać swojego smutku. Smutek zmieszany był ze złością, wściekłością. Musiałam wyjechać i zostawić moje dotychczasowe życie. Zostawić to wszystko co tak kochałam. Czułam się okropnie z ta myślą. 
Wyjechać i zapomnieć. Tak się nie da! Ciągle będę pamiętać te wszystkie twarze, które sprawiały, że chciałam żyć. Żyłam i cieszyłam się każdą marną chwilą mojej egzystencji  na tym popieprzonym świecie, którego byłam częścią.   
Wychowawczyni podeszła do mnie, ujęła moją dłoń i spojrzała w oczy.
- Trochę wiary w siebie Gin! - uśmiechnęła się – Ci ludzi będą się o ciebie troszczyć, musisz uwierzyć , że będzie dobrze, musisz po porostu im zaufać.
- Tak tylko trzeba chcieć uwierzyć, zaufać ! Ja w to nie wierze! Nie wierze, że będzie dobrze. Już tyle razy zostałam zraniona. Przez właśnie takie rodziny! Przecież Pani to pamięta. Ile razy już byłam odsyłana?  Nawet na jednej ręce nie da się tego policzyć – wyrwałam gwałtownie rękę. Nie stojąc  zbyt długo zabrałam torbę i wyszłam. 

Tom i Spohia, moi nowi rodzice zastępczy już na mnie czekali. Podpisywali jakieś ostatnie papiery.  Tom jak na mężczyznę przykazało zabrał ode mnie torbę i wsadził ją do dużego czarnego auta.
Podróż  minęła dość szybko. Od czasu do czasu pytała mnie o coś Spohia, ja natomiast tylko odburkiwałam. W końcu dała spokój.  Włożyłam w uszy słuchawki i zatraciłam się w muzyce. 
Udało mi się nawet zasnąć. Obudziłam się w momencie kiedy mijaliśmy Big Bena. Pokonaliśmy jeszcze kilka przecznic i moim oczom ukazał się dom, w którym przystało mi mieszkać.
Z każdą sekundą zbliżaliśmy się do domu, a mnie ogarniało przerażenie. Bałam się, że nie sprostam oczekiwaniom rodziców. Bałam się o to, że tak jak inni powiedzą, że nie dadzą sobie ze mną rady. Za dużo przeszłam, ale nie będę się dla nikogo zmieniać. Czym ja się martwię..najwyżej mnie odeślą tak jak zawsze. Muszą mnie zaakceptować taką jaka jestem. Nie dam się skrzywdzić, za wiele razy doświadczyłam tego uczucia i nigdy więcej. Będę robić to co robiłam...czyli BĘDĘ SOBĄ! 
Na powitanie nam wyszedł cały personel, a między nimi stała piętnastoletnia dziewczyna. Była to moja nowa siostra. Annie, blond włosa o długonogich nogach i nieskazitelnej cerze. Nie wiedziałam jak na mnie
 zareaguje, jak do tej pory nigdy nie byłam mile widziana przez rodzeństwo w poprzednich rodzinach.
- Cześć – powiedziała z nutką wyższości.
- Cześć – spiorunowałam ją wzrokiem. Nie będzie mną rządzić żadna małolata. To ona ma mi się podporządkować, a nie ja jej.
- Annie – odezwał się do niej Tom – Oprowadź Ginevrę po naszym domu. Pokaż jej nowy pokój.
- Jestem Gin – popatrzyłam krzywo na Toma. Nie dość, że nienawidzę matki za to, że mnie wydała na świat i skazała mnie na życie, na tym popieprzonym świecie, to jeszcze pokrzywdziła mnie dając takie imię jak Ginevra! 
Tom nic na to nie powiedział. Wiedział jaka jestem. Wiedział, że jestem pyskata i, że jestem po przejściach. Ana jak to przykładna córeczka pokazała mi cały dom. Nigdy nie mieszkałam w tak bogatym domu. Owszem miałam bogatych rodziców, ale nie aż tak. Na samym końcu siostra pokazała mi mój pokój. Gdy weszłam zaniemówiłam. Pokój był dla mnie idealny. W moim guście. „Rodzice” trafili w samo sedno. Ciemne ściany, duże łóżko znajdowało się zaraz pod oknem było prześcielone białym kocem. Taki pusty bez wyrazu, ale i tak mi się podobał. Wiedziałam, że na pewno dożo się tu zmieni. Usiadłam na skraju łózka, dotknęłam dłonią miękkiego koca, był taki miły w dotyku. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Od dzisiaj to mój "dom"...Dom...To słowo nie miało dla mnie innego znaczenia jak tylko budynek, który zamieszkuję. Będąc u innych rodzin zastępczych, musiałam się przystosować do pewnego stylu "bycia", czyli tak jak urządzili pokój tak musiał on być. Ale ten był idealny. Moi nowi "rodzice" doskonale wiedzieli co lubię. Uśmiechnęłam się na tą myśl ponieważ postarali się, abym czuła się tu dobrze, abym miała swój "świat" Otworzyłam oczy i dostrzegłam kolejne drzwi. Nie czekając długo z podekscytowaniem dziecka, podbiegłam do białych drzwi i chwyciłam za klamkę od razu zamaszyście ją otwierając.
Moim oczom ukazała się łazienka . Łazienka była przestronna. W centrum stał duży prysznic. Wszystko było utrzymane w tym samym stylu. Wszystko pasowało do siebie idealnie. Były też elementy związane z Anglią co bardzo mi się spodobało. W rogu zobaczyłam kolejne drzwi. Otworzyłam je. Moim oczom ukazały się puste pułki. Na wieszakach nic nie wisiało. Zdziwił mnie ten widok. Już się miałam wycofywać, ale do łazienki weszła Sophia.
- Garderoba jest jeszcze pusta – odpowiedziała na moje nie zadane pytanie. – Powinnyśmy się wybrać w tym tygodniu na zakupy. Co ty na to?
- Przecież mam ciuchy. Co ci się nie podoba w moim stylu. – popatrzyłam na swój strój. Z góry wszystko wyglądało dobrze. Nawet moje znoszone buty.
 - Gin jesteś bardzo ładną dziewczyną. Może ubieraj się bardziej dziewczęcej? – starała się uśmiechnąć, ale wyczuwałam, że jest zdenerwowana lub może zestresowana?
- Nie! Tak jest mi dobrze. I koniec tematu – wyszłam z pokoju, a później z domu. Postanowiłam się przejść i poznać okolicę.
Przy okazji wyciągnęłam blanta i go zapaliłam. Zimny wiatr pozwolił mi się trochę rozluźnić.
 Z każdym pociągnięciem czułam się lepiej. Jak na takie duże miasto Londyn jest bardzo opustoszały. Rzadko kto mnie mijał. Inaczej sobie to wyobrażałam.
Straciłam rachubę czasu. W końcu zorientowałam się, że się zgubiłam. Nie wzięłam nic torebki, telefonu. Nie panikowałam bo to nie w moim stylu. Próbowałam tylko sobie przypomnieć z której strony przyszłam. Usiadłam na krawężniku i to olałam. Siedziałam tak jakbym miała na wszystko wyjebane. Taka jestem. Jeśli Tom lub Sophia choć trochę się mną interesują pewnie już mnie szukają. Zamknęłam na sekundę oczy, a gdy je otworzyłam moim oczom ukazał się czarny wóz. Z niskim zawieszeniem. Wstałam otrzepałam tyłek i podeszłam do okna. Za kierownicą siedział chłopak o kruczoczarnych włosach.
- Podwieźć cie mała? – zapytał mnie i pokazał białe, proste zęby.
- Po pierwsze nie jestem mała. A po drugie to tak, zgubiłam się – bez namysłu otworzyłam drzwi i usiadłam na miejscu pasażera.
 - Jak ci na imię? – zapytał gdy już ruszyliśmy.
- Nie wiem gdzie mieszkam, jestem tu od paru godzin. Wiesz gdzie mieszka Tom Wilson?  - puściłam mimo uszu jego pytanie. Nie będę mu się przedstawiać.
- Wilson?! Jasne, że wiem to najbogatszy gościu na tym zadupiu. Jesteś ich rodziną? – dalej drążył. Już mnie zaczynał wkurwiać.
- Można tak powiedzieć  - patrzyłam przez okno. Poznawałam już tą okolicę. Dom był już niedaleko.
 Po chwili już byliśmy. Chciałam  wysiąść, ale nieznajomy uparł się by zawieść mnie pod sam dom.
 - Jestem Patch. To taka ksywa. Robię po jutrze imprezę może wpadniesz? To tylko parę domów dalej – Patch? Serio? Dziwne imię.
- Jestem Ginevra, ale wole Gin. Postaram się wpaść. – wysiadłam z samochodu i skierowałam się do domu. Ale w ostatnim momencie zawołał mnie Patch. Nachyliłam się do niego wręczył mi jeszcze wizytówkę, żebym wiedziała gdzie dokładnie jest impreza i się z nim pożegnałam.

 W domu już czekali na mnie Tom z Spohią. Powiedzieli, żebym tak więcej nie robiła. Ja natomiast ich wyśmiałam i powiedziałam, że się nie zmienię. I poszłam do swojego pokoju.
Wykąpałam się, położyłam w dużym łóżku i zasnęłam z myślą o tym dziwnym chłopaku. Kim on jest?


*** ***
Mamy 1 rozdział :)
Jak wrażenia? PAMIĘTAJCIE ZOSTAWCIE COŚ PO SOBIE.
Bardzo nam na tym zależy. Nawet coś takiego jak "fajne". 
To też daje nam siłę by pisać :d
Pozdrawiamy ROSE i A. :***** 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz