„Nowy początek”
Dogi pamiętniku.
Czy ja zawsze muszę
mieć pod górkę? Czy zawsze wszystko musi się pieprzyć?! Kurwa ciągle
zastanawiam się nad tym, ale jak zawsze
nic nie jest proste. NIC! Próbowałam żyć jak normalna nastolatka…Chciałam być
normalna, ale nie jestem! Zawsze będę dziewczyną z bidula, która jest na
marginesie społecznym!
Tyle razy byłam
raniona…tyle razy świat pokazał mi, że nic nie jestem warta.
A ja co? Dalej żyję. Żyję bo chcę pokazać tym wszystkim ludziom na całym świecie, że ja też MOGĘ!!! Mam jedno słowo dla tych, którzy mnie lekceważą i mają za straconą dziewczynę, której nie da się pomóc. PIEPRZCIE SIĘ!!!
A ja co? Dalej żyję. Żyję bo chcę pokazać tym wszystkim ludziom na całym świecie, że ja też MOGĘ!!! Mam jedno słowo dla tych, którzy mnie lekceważą i mają za straconą dziewczynę, której nie da się pomóc. PIEPRZCIE SIĘ!!!
„Za to siebie cenię, że w największej kurwa
gnojówce życia, na dnie dna ciągle potrafię emanować poczuciem humoru.”
***
Dziś nadszedł czas
mojego pakowania się. W bidulu spędziłam 17 długich lat, które były ciężkim
okresem w moim życiu z którym często sobie nie radziłam. Patrząc teraz na te
puste ściany, puste półki nad moim łóżkiem. Kraje mi się serce, czuję
ogarniający mnie smutek i złość. To uczucie sprawia, że do moich oczu zbierają się łzy. GIN bądź SILNA! Cały czas powtarzam to jedno zdanie w głowie. Tak dużo
spędziłam czasu w miejscu, którym nazywałam domem, przynajmniej tak mówiłam i
sama siebie oszukiwałam, ponieważ dom tworzą kochający się ludzie.
Rodzina...mama...tato. Taki przywilej jak "rodzina" nie było mi dane.
Nienawidziłam kobiety, która dała mi życie. Mimo iż jest mi smutno z powodu
wyjazdu to jestem też tak cholernie wściekła. Czy nowy dom musi być aż w Londynie?!
Dom dziecka znajduje się w Holmes Chapel, 242 kilometry od Londynu. Dlaczego
czeka mnie tyle wyrzeczeń! Muszę zostawić tu wszystkich moich przyjaciół.
Nie wiem gdzie podzieje się w Londynie. Tu miałam swoje ulubione miejsce.
Stacja kolejowa to prawie mój drugi dom. Przychodziłam tam gdy było mi źle. Po
raz pierwszy przyszłam tu po zerwaniu z moim pierwszym chłopakiem . Oh .. Teraz
jak tak myślę to byłam strasznie głupia. Było to miejsce spotkań z
przyjaciółmi. Tak dużo zmian zaszło w tak krótkim czasie. Nie chcę się
żegnać! Nie chcę zostawiać tych wszystkich ludzi, których uważałam za
"rodzinę". Czeka mnie nowe życie i wiem, że skończy się to tak jak
zawsze, ale zobaczymy. Nie zmienię się!
Myśląc tak teraz o
tych wszystkich wspomnieniach. Powróciły do mnie moje wszystkie pierwsze razy.
Pierwsze zetknięcie z papierosami, pierwszy kontakt z alkoholem, narkotykami .
Ten pierwszy raz kiedy kochałam się z chłopakiem, którego jak myślałam w tamtym
czasie kochałam. Na samą myśl zaciskają mi się mięśnie podbrzusza. Zamykam
oczy wspominając to doświadczenie, które uczyniło mnie kobietą. Przypomniałam
sobie jego dotyk, cichy oddech i słodkie pocałunki na moim ciele. Wzięłam
głęboki wdech, kiedy przypomniał mi się ból, który poczułam. Ta faza wstępna
kiedy mnie pieścił. Był to mój pierwszy raz, a już wszystko wiedziałam co mam
robić.
- Gotowa? – pytam mnie
wychowawczyni domu dziecka. Nawet nie wiedziałam kiedy weszła. Wstałam z łóżka
i podeszłam do swoich bagaży.
- Nie – patrze na
starszą kobietę w skromnej sukience. Do moich oczu napłynęły łzy, jednak nie
chciałam okazać swojego smutku. Smutek zmieszany był ze złością, wściekłością.
Musiałam wyjechać i zostawić moje dotychczasowe życie. Zostawić to wszystko co
tak kochałam. Czułam się okropnie z ta myślą.
Wyjechać i zapomnieć.
Tak się nie da! Ciągle będę pamiętać te wszystkie twarze, które sprawiały, że
chciałam żyć. Żyłam i cieszyłam się każdą marną chwilą mojej egzystencji
na tym popieprzonym świecie, którego byłam częścią.
Wychowawczyni podeszła
do mnie, ujęła moją dłoń i spojrzała w oczy.
- Trochę wiary w
siebie Gin! - uśmiechnęła się – Ci ludzi będą się o ciebie troszczyć, musisz
uwierzyć , że będzie dobrze, musisz po porostu im zaufać.
- Tak tylko trzeba
chcieć uwierzyć, zaufać ! Ja w to nie wierze! Nie wierze, że będzie dobrze. Już
tyle razy zostałam zraniona. Przez właśnie takie rodziny! Przecież Pani to
pamięta. Ile razy już byłam odsyłana? Nawet na jednej ręce nie da się
tego policzyć – wyrwałam gwałtownie rękę. Nie stojąc zbyt długo zabrałam
torbę i wyszłam.
Tom i Spohia, moi nowi
rodzice zastępczy już na mnie czekali. Podpisywali jakieś ostatnie
papiery. Tom jak na mężczyznę przykazało zabrał ode mnie torbę i wsadził
ją do dużego czarnego auta.
Podróż minęła
dość szybko. Od czasu do czasu pytała mnie o coś Spohia, ja natomiast tylko
odburkiwałam. W końcu dała spokój. Włożyłam w uszy słuchawki i zatraciłam
się w muzyce.
Udało mi się nawet
zasnąć. Obudziłam się w momencie kiedy mijaliśmy Big Bena. Pokonaliśmy jeszcze
kilka przecznic i moim oczom ukazał się dom, w którym przystało mi mieszkać.
Z każdą sekundą
zbliżaliśmy się do domu, a mnie ogarniało przerażenie. Bałam się, że nie sprostam
oczekiwaniom rodziców. Bałam się o to, że tak jak inni powiedzą, że nie dadzą
sobie ze mną rady. Za dużo przeszłam, ale nie będę się dla nikogo zmieniać.
Czym ja się martwię..najwyżej mnie odeślą tak jak zawsze. Muszą mnie
zaakceptować taką jaka jestem. Nie dam się skrzywdzić, za wiele razy
doświadczyłam tego uczucia i nigdy więcej. Będę robić to co robiłam...czyli
BĘDĘ SOBĄ!
Na powitanie nam
wyszedł cały personel, a między nimi stała piętnastoletnia dziewczyna. Była to
moja nowa siostra. Annie, blond włosa o długonogich nogach i nieskazitelnej
cerze. Nie wiedziałam jak na mnie
zareaguje, jak do tej pory nigdy nie byłam mile widziana przez rodzeństwo w poprzednich rodzinach.
zareaguje, jak do tej pory nigdy nie byłam mile widziana przez rodzeństwo w poprzednich rodzinach.
- Cześć – powiedziała
z nutką wyższości.
- Cześć –
spiorunowałam ją wzrokiem. Nie będzie mną rządzić żadna małolata. To ona ma mi
się podporządkować, a nie ja jej.
- Annie – odezwał się
do niej Tom – Oprowadź Ginevrę po naszym domu. Pokaż jej nowy pokój.
- Jestem Gin –
popatrzyłam krzywo na Toma. Nie dość, że nienawidzę matki za to, że mnie
wydała na świat i skazała mnie na życie, na tym popieprzonym świecie, to
jeszcze pokrzywdziła mnie dając takie imię jak Ginevra!
Tom nic na to nie powiedział. Wiedział jaka jestem. Wiedział, że jestem
pyskata i, że jestem po przejściach. Ana jak to przykładna córeczka pokazała mi
cały dom. Nigdy nie mieszkałam w tak bogatym domu. Owszem miałam bogatych
rodziców, ale nie aż tak. Na samym końcu siostra pokazała mi mój pokój. Gdy
weszłam zaniemówiłam. Pokój był dla mnie idealny. W moim guście. „Rodzice”
trafili w samo sedno. Ciemne ściany, duże łóżko znajdowało się zaraz pod oknem
było prześcielone białym kocem. Taki pusty bez wyrazu, ale i tak mi się podobał. Wiedziałam, że na pewno dożo się tu zmieni. Usiadłam na skraju łózka,
dotknęłam dłonią miękkiego koca, był taki miły w dotyku. Zamknęłam oczy i
wzięłam głęboki wdech. Od dzisiaj to mój "dom"...Dom...To słowo
nie miało dla mnie innego znaczenia jak tylko budynek, który zamieszkuję. Będąc
u innych rodzin zastępczych, musiałam się przystosować do pewnego stylu
"bycia", czyli tak jak urządzili pokój tak musiał on być. Ale ten był
idealny. Moi nowi "rodzice" doskonale wiedzieli co lubię. Uśmiechnęłam się na tą myśl ponieważ postarali się, abym czuła się tu dobrze, abym miała
swój "świat" Otworzyłam oczy i dostrzegłam kolejne drzwi. Nie
czekając długo z podekscytowaniem dziecka, podbiegłam do białych drzwi i
chwyciłam za klamkę od razu zamaszyście ją otwierając.
Moim oczom ukazała się
łazienka . Łazienka była
przestronna. W centrum stał duży prysznic. Wszystko było utrzymane w tym samym
stylu. Wszystko pasowało do siebie idealnie. Były też elementy związane z
Anglią co bardzo mi się spodobało. W rogu zobaczyłam kolejne drzwi. Otworzyłam
je. Moim oczom ukazały się puste pułki. Na wieszakach nic nie wisiało. Zdziwił
mnie ten widok. Już się miałam wycofywać, ale do łazienki weszła Sophia.
Moim oczom ukazała się
łazienka . Łazienka była
przestronna. W centrum stał duży prysznic. Wszystko było utrzymane w tym samym
stylu. Wszystko pasowało do siebie idealnie. Były też elementy związane z
Anglią co bardzo mi się spodobało. W rogu zobaczyłam kolejne drzwi. Otworzyłam
je. Moim oczom ukazały się puste pułki. Na wieszakach nic nie wisiało. Zdziwił
mnie ten widok. Już się miałam wycofywać, ale do łazienki weszła Sophia.
- Garderoba jest
jeszcze pusta – odpowiedziała na moje nie zadane pytanie. – Powinnyśmy się
wybrać w tym tygodniu na zakupy. Co ty na to?
- Przecież mam ciuchy.
Co ci się nie podoba w moim stylu. – popatrzyłam na swój strój. Z góry wszystko
wyglądało dobrze. Nawet moje znoszone buty.
- Nie! Tak jest mi
dobrze. I koniec tematu – wyszłam z pokoju, a później z domu. Postanowiłam się
przejść i poznać okolicę.
Przy okazji
wyciągnęłam blanta i go zapaliłam. Zimny wiatr pozwolił mi się trochę
rozluźnić.
Z każdym pociągnięciem czułam się lepiej. Jak na takie duże miasto
Londyn jest bardzo opustoszały. Rzadko kto mnie mijał. Inaczej sobie to
wyobrażałam.
Straciłam rachubę
czasu. W końcu zorientowałam się, że się zgubiłam. Nie wzięłam nic torebki,
telefonu. Nie panikowałam bo to nie w moim stylu. Próbowałam tylko sobie
przypomnieć z której strony przyszłam. Usiadłam na krawężniku i to olałam.
Siedziałam tak jakbym miała na wszystko wyjebane. Taka jestem. Jeśli Tom lub
Sophia choć trochę się mną interesują pewnie już mnie szukają. Zamknęłam na
sekundę oczy, a gdy je otworzyłam moim oczom ukazał się czarny wóz. Z niskim
zawieszeniem. Wstałam otrzepałam tyłek i podeszłam do okna. Za kierownicą
siedział chłopak o kruczoczarnych włosach.
- Podwieźć cie mała? –
zapytał mnie i pokazał białe, proste zęby.
- Po pierwsze nie
jestem mała. A po drugie to tak, zgubiłam się – bez namysłu otworzyłam drzwi i
usiadłam na miejscu pasażera.
- Nie wiem gdzie mieszkam, jestem tu od paru godzin. Wiesz gdzie
mieszka Tom Wilson? - puściłam mimo uszu
jego pytanie. Nie będę mu się przedstawiać.
- Wilson?! Jasne, że wiem to najbogatszy gościu na tym
zadupiu. Jesteś ich rodziną? – dalej drążył. Już mnie zaczynał wkurwiać.
- Można tak powiedzieć
- patrzyłam przez okno. Poznawałam już tą okolicę. Dom był już
niedaleko.
Po chwili już byliśmy. Chciałam wysiąść, ale nieznajomy uparł się by zawieść
mnie pod sam dom.
- Jestem Patch. To taka ksywa. Robię po jutrze imprezę może wpadniesz?
To tylko parę domów dalej – Patch? Serio? Dziwne imię.
- Jestem Ginevra, ale wole Gin. Postaram się wpaść. –
wysiadłam z samochodu i skierowałam się do domu. Ale w ostatnim momencie
zawołał mnie Patch. Nachyliłam się do niego wręczył mi jeszcze wizytówkę, żebym
wiedziała gdzie dokładnie jest impreza i się z nim pożegnałam.
W domu już czekali na mnie Tom z Spohią. Powiedzieli, żebym
tak więcej nie robiła. Ja natomiast ich wyśmiałam i powiedziałam, że się nie
zmienię. I poszłam do swojego pokoju.
Wykąpałam się, położyłam w dużym łóżku i zasnęłam z myślą o tym dziwnym
chłopaku. Kim on jest?
*** ***
Mamy 1 rozdział :)
Jak wrażenia? PAMIĘTAJCIE ZOSTAWCIE COŚ PO SOBIE.
Bardzo nam na tym zależy. Nawet coś takiego jak "fajne".
To też daje nam siłę by pisać :d
Pozdrawiamy ROSE i A. :*****